Fiskus sam sobie dołki kopie – klauzula obejścia prawa pełna absurdalnych rozwiązań

Fiskus sam sobie dołki kopie – klauzula obejścia prawa pełna absurdalnych rozwiązań

Czy nie jest to zaproszenie dla polskich firm do wyprowadzki z Polski...

 

Fiskus będzie miał broń, która posłuży mu raczej do zastraszania, niż do realnej walki z optymalizacją podatkową. Już pierwszy rzut oka na treść przepisów, pozwala stwierdzić, że tworzą wyjątkowo uznaniowy mechanizm karania podatników za to, że nie płacą tyle podatków, ile fiskus by chciał. Aż strach pomyśleć jakie skutki może to mieć, jeśli ta broń znajdzie się w nieodpowiednich albo niekompetentnych rękach.

Warto przyjrzeć się samym zapisom projektu ustawy (projekt nowelizacji z dnia 17.07.2014) i skomentować te najbardziej niedorzeczne, wówczas zdamy sobie sprawę z tego, że stosowanie tych przepisów powinno być w zasadzie niemożliwe. Ze zgrozą postawić jednak trzeba pytanie, co jeśli stanie się inaczej? Pomijając w mojej ocenie istniejącą sprzeczność tych regulacji z Konstytucją RP (co z pewnością będzie miał okazję ocenić Trybunał Konstytucyjny), trudność w ich stosowaniu wynika z czystej pazerności fiskusa, który swym urzędnikom chciał dać wręcz nieograniczone możliwości poprzez olbrzymią uznaniowość przepisów – tyle tylko, że ta broń działać może także przeciwko niemu, a uznaniowość spowoduje, że brak będzie punktów odniesienia, transakcji porównawczych, które są fundamentem przepisów o obejściu prawa. Co jednak, jeśli te narzędzia będą używane do rozgrywek biznesowo-politycznych, co jeśli urzędnik posiadający nadmierną porcję „władzy” zniszczy poprzez choćby doprowadzenie do bankructwa prosperujące polskie firmy. Oj tak, koncerny z pewnością pozostaną nietknięte przez nowe oręże fiskusa, choćby dlatego że planowanie podatkowe i służące temu transakcje odbywają się daleko poza naszymi granicami i dotyczą raczej central korporacji, aniżeli spółek córek – z całym szacunkiem – w biednej polskiej gospodarce.

 

Sztuczna konstrukcja to taka, która jest nadmiernie zawiła (dla urzędnika)

Nowe przepisy można by podsumować tak: fiskus będzie miał prawo pomijać sztuczne konstrukcje prawne i wymierzać podatek z pominięciem dokonanych czynności faktycznych i prawnych. Przy tym wymagane jest, aby podatnik zamierzał odnieść znaczną korzyść podatkową (cel działania).

Czym jest więc sztuczna konstrukcja – ustawodawca wskazuje, że to mianowicie taka, która jest nadmiernie zawiła... bo przykładowo polega na dzieleniu lub łączeniu zdarzeń ... jako doradca podatkowy po raz pierwszy czytając ten fragment buchnąłem gromkim śmiechem. Konia z rzędem temu, kto wyjaśni znaczenie takiej definicji. Można jednak spojrzeć na to z innej perspektywy, gdyż pozoru groźny zapis, w zestawieniu z doświadczeniem (a w zasadzie jego brakiem) w doradztwie transakcyjnym urzędników urzędów skarbowych lub UKS może wprowadzić grymas uśmiechu na twarz. Jak bowiem ocenić, czy konkretna transakcja jest nadmiernie zawiła, pytań jawi się szereg – zawiła dla kogo (urzędnika czy biznesmena lub jego prawników), zawiła w porównaniu do jakiej innej czynności? Jeszcze zabawniej – albo raczej bardziej groteskowo – fiskus precyzuje sztuczną konstrukcję w przykładowym katalogu wyjaśniającym definicję... będzie nią m.in. „występowanie w konstrukcji elementów wzajemnie się znoszących lub kompensujących”. Myślę, że najwięksi eksperci prawa podatkowego oraz sędziowie sądów administracyjnych razem wzięci nie są dziś w stanie podać kręgu czynności / zdarzeń, które wypełniają taką definicję... choć oczywiście fiskus rozprawiając się już z konkretnym podatnikiem pewnie będzie tak zdolny, że uda mu się odkryć znoszące się elementy i rozpoznać sztuczną konstrukcję? Jednym słowem absurd!

 

Istotna korzyść finansowa warunkiem stosowania klauzuli

W przepisach wprowadzono wymóg, aby dla możliwości stosowania klauzuli o unikaniu opodatkowania istniał konkretny cel działania – odniesienie znacznej korzyści podatkowej, którą ustawa precyzuje jako taką, „która poprzez swój rozmiar finansowy w istotnej mierze poprawia sytuację finansową podatnika...”. Zapis ten jest niestety zarówno absurdalny, co – można zaryzykować twierdzenie – niekonstytucyjny. Wynika z niego jasno, że ta sama sztuczna konstrukcja u jednego (małego) podatnika może być nielegalna – bo zamierzał on odnieść korzyść podatkową, która w sposób nieistotny miała poprawić jego finanse, u drugiego natomiast (małej firmy) takie działanie będzie nielegalne, gdyż w stosunku do jego kapitału (pytanie czy sumy bilansowej czy kapitałów?) optymalizacja przysporzyła istotnych korzyści finansowych. Pytanie więc warto postawić, kto będzie oceniał, jakim kluczem procentowym i w stosunku do jakich wartości (kapitał, suma bilansowa, majątek, dochód, przychód), czy akurat w konkretnym przypadku nastąpiła istotna poprawa sytuacji finansowej podatnika, czy tylko umiarkowana?

 

Czy Polska stanie się jednym wielkim oddziałem dla zagranicznych firm

Na koniec smutny wniosek... co zrobią polskie firmy w obliczu takich regulacji? Czy nie będą swoich siedzib wyprowadzać poza granice obowiązywania chorych przepisów, a w Polsce pozostawiać jedynie swe oddziały, placówki i przedstawicielstwa, które w legalny sposób podatków płacić nie będą. W praktyce dla nich niewiele się nie zmieni z perspektywy funkcjonowania biznesu i materialnej prezencji w RP. Ich doradcy podatkowi znają rozwiązania, jak tego dokonać i wygodnie żyć poza zasięgiem oręża fiskusa nawet w Polsce.

 

autor: Tomasz Piekielnik